Warszawski Kosowianin
11-03-2008
Choć uśmiechnięty 20-latek posiada chorwacki, polski i jugosłowiański paszport, nie ma wątpliwości, że potrzebuje jeszcze jednego. – Ja jestem Kosovar, chłopak z Kosowa. Dzień, w którym moja ojczyzna ogłosiła niepodległość, był jednym z najpiękniejszych w moim życiu – przyznaje Berisha.
Mogiły i zgliszcza
Młody koszykarz Polonii 2011 nieźle mówi po polsku. – Mama jest Polką. Poznała ojca na wycieczce do Belgradu. Pobrali się i zostali w Kosowie, ale wakacje spędzałem u babci w Białej Podlaskiej – opowiada Berisha.Kłopoty Berishów zaczęły się, gdy do władzy w Jugosławii doszedł serbski nacjonalista Slobodan Miloszević.
– Zaczęły się czystki. Ojciec pracował w browarze jako technik, ale stracił pracę, bo był Albańczykiem – wspomina. To był dopiero początek problemów. W połowie lat 90.
w Kosowie nasiliły się działania separatystów. Serbowie nie byli dłużni – w 1998 roku ich wojska rozpoczęły działania przeciw bojownikom. Zaczęła się wojna. – Mieliśmy szczęście. Ojciec obudził nas o drugiej w nocy i kazał się ubierać. Na granicy celnik pytał nas, po co jedziemy. Skłamaliśmy, że do chorej babci. Dwie godziny potem zamknęli granicę – mówi Berisha.
Do Kosowa wrócił z rodziną dwa lata później, gdy porządku pilnowali żołnierze ONZ. Zastał spalone domy i świeże mogiły.– Straciłem wielu znajomych, na szczęście nikt z bliskiej rodziny nie zginął – wspomina.
Polska – Kosowo 1:0
O Berishy nikt by w Polsce nie usłyszał, gdyby nie Michał Goździk. Prawnik, prywatnie fan koszykówki, do Kosowa pojechał pracować przy misji ONZ. – Stworzyłem zespół dla Serbów i Albańczyków, by połączyć młode pokolenie. Brat Dardana przyszedł nagrać o nas film i tak si ę poznaliśmy – mówi Goździk, który zabrał kiedyś swój zespół do Polski.– W Kozienicach rozegraliśmy mecz z miejscową drużyną juniorów. Przegraliśmy minimalnie. Można powiedzieć, że był to pierwszy mecz Polska – Kosowo w historii – wspomina.
Berisha od początku wyróżniał się talentem. W wieku 16 lat debiutował w lidze kosowskiej. – Gdy graliśmy z wrogim klubem na wyjeździe, to czekało na nas trzy tysiące kibiców w hali i drugie tyle na zewnątrz. Wybite szyby w autokarze były codziennością – opowiada.
Talent Berishy dostrzegli działacze występującej w Eurolidze Cibony Zagrzeb. Spodobał im się tak bardzo, że chcieli go powołać do kadry Chorwacji.
– W kilka tygodni załatwili mi paszport, na który tam czeka się latami. Jednak ja nie chciałem dla nich grać – mówi Berisha. Gdy w lecie 2007 roku Berisha miał już dosyć Cibony, jego ojciec zadzwonił do Goździka.– Poprosił mnie, bym znalazł mu klub w Polsce. Od razu pomyślałem o Polonii 2011, bo to zespół prowadzony według bałkańskich standardów. Nie chciałem, żeby Dardan zmarnował się u polskiego trenera – przyznaje Goździk.
Do Polski Berisha jechał cały dzień. Prosto z autokaru przyszedł na trening i oczarował wszystkich. Od razu dostał propozycję kontraktu, ale ostatecznie do Polonii trafił kilka miesięcy później. Z miejsca stał się gwiazdą zespołu, który wygrał mistrzostwo Polski juniorów.
Choć Berisha podkreśla swoje związki z Kosowem, nie wyklucza też gry w naszej kadrze. – Czuję, że mój ojciec chce, bym grał dla Polski. Dla mnie to poważne wyzwanie. Zanim w Kosowie powstanie reprezentacja, minie kilka lat. Na razie żadnej propozycji jednak nie dostałem – kończy Berisha.

wspiera działalność sportową
FUNDACJI POLONIA 2011
























